„Zdumiewa w takim samym stopniu jak rzadko spotykany i godny uwagi przedmiot, dzieło sztuki, które potrafi zadziwiać za każdym razem, gdy się na nie patrzy (…)”
Wspomnienia Romy układają się w czarno – białe fotografie. I te z dzieciństwa, kiedy z matką chodziła na zakupy na Kleparz, i te z czasów studiów na ASP, gdy wśród krakowskiej bohemy nazywano ją „polską Saganką”
Na Kazimierzu zawsze, niezależnie o której godzinie, ulice były pełne ludzi. Jedni wychodzili, drudzy wchodzili - taki trochę krakowski tramwaj. Wesoło, gderliwie, wszędzie zadymione, i pachniało piwem z sokiem imbirowym pomieszanym z zapachem starych ścian...
Podwórka i klatki schodowe to miejsca wspólne, a więc tak naprawdę - niczyje. Widzimy je codziennie, ale rzadko zdarza się nam pomyśleć, że dzięki nam mogą wyglądać lepiej. Szczególnie te nasze, kazimierskie.
Kazimierz, wcześniej zapomniany i zaniedbany, poprzez zainteresowanie szerszej publiczności kulturą żydowską odrodził się jako kulturalna dzielnica ze specyficzną artystyczną powłoką. To miejsce, do którego uciekają artyści zagubieni w pośpiechu dnia codziennego, szukający innych form wyrazu oraz posiadający przeświadczenie o pełnieniu pewnej misji
Poniedziałek, 28 czerwca 2010 roku , godzina 11:50
A może oni na trzeźwo nie dają rady? Stan trzeźwości spędzają w domu a po alkoholu mogą spojrzeć sąsiadom - i ludziom w ogóle - w oczy? Może zostali obdarzeni takim właśnie rodzajem wrażliwości? Być może. Przeciętnego obserwatora to nie interesuje: ktoś, kto nie pracuje, za to pije i kumpluje się z bumelantami - staje się jednym z nich.