Miejsca
Ludzie
Blog
Historia
Sloneczko.net
Zdrowie
Eseje
 
Kalendarium
luty 2010
 
 
 
Aktualnie
 
 
   
  Strona główna  /  Eseje  / 
 
Poniedziałek, 16 sierpnia 2010 roku , godzina 23:52
Autor: Ewa Langer
czytano: 610 razy
Mój Kazimierz
"Myślę o sobie - jestem grzegórzecka dziewczyna. To mi daje poczucie przynależności, w pewnym sensie określa moją tożsamość, oczywiście dla samej siebie..."
   
 
   
 
 
INNE ARTYKUŁY TEGO AUTORA

Redaktor Ewa Langer

 

  • KOBIECA TRANSSMISJA!!
  • Berlin
  •  
     
       
     
       
     
       
     

    Dlaczego kocham Kazimierz?? Urodziłam się i dziś znów mieszkam na Grzegórzkach w Krakowie. Mój ojciec lubił powtarzać: "ja jestem grzegórzecki chłopak". Po wojnie chłopaki z Grzegórzek biły się na kamienie z Kaźmirzem, jak gwarowo mówi mój ojciec. Honoru Kazimierza bronili Krzywa Rączka i Szałaj, po stronie Grzegórzek byli Jasiu Baran, Staszek Kotek i Kobos. No więc dziś ja myślę o sobie - jestem grzegórzecka dziewczyna. To mi daje poczucie przynależności, w pewnym sensie określa moją tożsamość, oczywiście dla samej siebie.

    Trasę z Grzegórzek na Kazimierz pokonuję piechotą w 10 minut. Idę przez planty Daszyńskiego, potem koło mojej podstawowej szkoły niegdyś nr 10, muru cmentarza żydowskiego, zza którego wiosną, latem i jesienią dobiegają głośne trele ptaków. A potem to już ulica Miodowa i jestem.

    Kocham Kazimierz, cieszę się, gdy go przemierzam, kocham ul. Lewkowa, opustoszałą, ze zrujnowaną kamienicą, uwielbiam Plac Nowy z zielonymi staraganami i zawsze wyboistą  jezdnią asfaltową dookoła "okrąglaka".

    Kiedyś mieszkałam, wynajmowałam mieszkanie wraz z Bogusiem Ł., na ulicy Gazowej. To było dawno, przed przemianami, kiedy Kazimierz był jedną wielką ruderą, zamieszkiwaną przez podejrzany element. Mieszkanie było obskurne, pokój z kuchnią. Żeby nie patrzeć na tynk, sypiący się ze ścian, kuchnię okleiłam plakatami, a pokój malowałam wspólnie z kolegą Cycem.

    Chyba nie byłam tam szczęśliwa. Boguś studiował Nauczanie Muzyczne na uczelni w Kielcach, wyjeżdżał codziennie o  piątej rano i wracał późnym wieczorem, a ja siedziałam sama, nie bardzo wiedząc, co począć ze swoim życiem.

    Na placu Nowym starsza pani sprzedawała szary papier toaletowy, rarytas w czasach, kiedy papier był reglamentowany. Nie było straganów z owocami, nie było Endziora i jego zapiekanek, żadnych innych też nie było. Nie było nawet Singera. Wiało nudą i brakiem perspektyw. Trudno mi było sobie wyobrazić, że to miejsce stanie się dzielnicą artystów, najmodniejszą dzielnicą Krakowa.

    Od tamtego czasu dużo się zmieniło.

    Niewiarygodne, jak dużo. Przemiana polityczna pozwoliła Kazimierzowi na rozwój i ciekawe, bo wraz z przemianą polityczną moje życie nabrało przyspieszenia i sensu.

    W 1989 r. poznałam Kwaska, z którym dwa lata później założyliśmy zespół PRL. Ale to już inna historia.

    Wracając do Kazimierza, jestem z nim związana na różne sposoby. Jeden z nich to zielone stoły. Na zielonych stołach każdego dnia odbywa się handel starzyzną, czyli niby antykami. Wieczorem siadują na nich turyści, popijając alkohol ukryty w rękawie. Ale w dzień mam tam pana Adama, mojego osobistego  dostarczyciela biżuterii, starych pierścionków i bransoletek. Tzw. rarytasy pan Adam trzyma dla mnie, resztę - tę trochę chłamowatą - wystawia na sprzedaż. Z niecierplwością czekam na telefon od pana Adama, a wygląda to tak: 7.30 dzwonek, nieprzytomna podnoszę telefon:

    - Bondziorno pani Ewuniu. Otworzyła już pani swoje śliczne oczęta?? Wpadnie pani dziś na Juden Platz?

    - A co pan dla mnie ma panie Adamie?

    - Same śliczności.

    - Czy aby na pewno panie Adamie, nie wkręca mnie pan??

    - Siakra Makara pani Ewo, gdzieżbym śmiał

    Bywa różnie, czasami są to śliczności a czasem nie, ale lubię kontakt z moim panem Adamem.  Opowiada o swoich problemach z Baburą i Mamusią. Potem zwyczajowo naciągam go na kawę, którą kupuje w Singerze i wypijamy ją siedząc na zielonym stole, który pan Adam nazywa amboną.

    Ostatnio poznałam innego pana handlarza. Dwa stoły dalej siedzi pan Kwaśniewski, ma to samo nazwisko, co mój syn. Pan Kwasniewski handluje płytami winylowymi i kupuje dusze.

    Dusze skupuje po 20 zł. i prowadzi rejestr w szkolnym zeszycie w kratkę, widziałam na własne oczy..... "Ja taki  to a taki, niżej podpisany, sprzedaję swoją duszę panu Kwasniewskiemu za kwotę 20 zł. pln". Pewnego dnia widziałam kolejkę ustawioną z kazimierskich żuli, grzecznie, po kolei sprzedających swoje dusze za rzeczone 20 zł, które później niezwłocznie mogli zamienić na tani alkohol. Zastanawiałam się przez chwilę czy sprzedać mu swoją, ale w końcu stchórzyłam. Diabli wiedzą, o co tak naprawdę chodzi panu Kwasniewskiemu.

    Pieniądze na kupno dusz zdobywa sprzedając płyty. Wytłumaczył mi, że jak ma dobry dzień to i sporo dusz może kupić. Po co mu to ? Powiedział, że nie wie.

    Na jednym z zielonych stołów swoją biżuterię wystawia Lufka, barwna, starsza pani, mówiąca charakterystycznym, skrzeczącym  głosem, z nieodłączną lufką w ustach, stąd ksywka.

    Obok niej Zośka, stara wiedźma, gruba, z włosami tlenionymi na blond, ogromną purchawą na twarzy, ustami pomalowanymi czerwoną szminką w serduszko, zawsze z sexi dekoltem. Mówi o sobie, że na stałe mieszka w Wiedniu i stamtąd przywozi biżuterię, tutaj tylko handluje. Ma po sześćdziesiątce, ale obok niej młody trzydziestoletni mężczyzna - pan Adam powiedział, że kochanek.

    - Jak to panie Adamie? - usiłowałam dociec.

    - A tak, pani Ewo - uciął Adam.

    Zośka ma niewyparzoną gębę, jak jakaś klientka marudzi zbyt długo, Zośka w niewybrednych słowach daje odczuć, że nie jest zainteresowana dalszą transakcją. Nie raz słyszałam... "Kurwa nie marudźcie mi tu,nie mam czasu!"

    No i tak to jest. Nie wyobrażam sobie mojego spaceru po Kazimierzu, na którym zabrakłoby zielonych stołów, podobno mają na tym placu coś zbudować.

    Co to ja jeszcze chciałam?? Coś o kobiecości i feminizmie... Dziś przeczytałam w rozmowach W. Eichelbergera z R. Dziurdzikowską, że kobiety walcząc ze sobą umacniają patriarchat. Co to znaczy? Co to dla mnie znaczy?
    O boziu, jakie to trudne! Zakładając z Gabi i Aminą kobiecą kapelę cieszyłam się: "Nareszcie bez męskich wpływów , po swojemu, z dziewczynami. Hurra!"

    Minęły prawie dwa lata, co myślę dziś? Jest inaczej. Czy lepiej ?

    Lepiej! Jestem bardzo szczęśliwa, realizuję wiele swoich marzeń, pragnień, potrzeb. Ale jest też trudno czasem.
    Ostatnio miałyśmy jazdę ze wspólnym przyjacielem, pokłóciłyśmy się a w centrum tej kłótni był mężczyzna i zajęło mi trochę czasu zrozumienie,  że przeniesienie całej uwagi na mężczyzn pozwala zapomnieć, co tak naprawdę dzieje się w obozie kobiet: mamy wspólnego wroga, więc nie musimy się zajmować tym, co tak naprawdę dzieje się między nami. A dzieje się dużo i różnie, czasem dobrze, czasem nie, ale ważne aby skupić się nad budowaniem relacji z innymi kobietami i przestać obwiniać mężczyzn.

    PODYSKUTUJ O TYM ARTYKULE
    Musisz sie ZALOGOWAĆ aby mieć możliwosc dodawania komentarzy..
     
    Komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu i w żaden sposób nie odzwierciedlają poglądów prezentowanych przez właścicieli i administratorów Krakowski-Kazimierz.pl. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.
     
     
     
       
     
    www.Krakowski-Kazimierz.pl
    Warunki korzystania z serwisu
    O nas
    Gorąco polecamy
    Najlepszy internet na krakowskim Kazimierzu
    Nowosądeckie garbusy
    Największy polski portal o fotografii
    Cafe internet i ksero na Kazimierzu.
    Kobieca transsmisja
    Partnerzy
    www.backspace.com.pl
    www.radiopodlasie.pl
    www.podlasie24.pl
    www.radiopryzmat.pl
    Staromiejskie Centrum Kultury Młodzieży