BEGIN TYPING YOUR SEARCH ABOVE AND PRESS RETURN TO SEARCH. PRESS ESC TO CANCEL

Józefa 11

hashphoto-glowne_npfgyghcmiyiclzpnbaovqb.jpg

 

Każdy dom na Kazimierzu ma swoją historię. Wystarczy do niego wejść.

 

 

 

 

 

 

 

Brzozowa i Plac Nowy

Dzisiaj sobota. Przedwiośnie na Kazimierzu wita nas deszczem i ciepłym wiatrem. Powietrze pachnie jakoś inaczej, słońce nie grzeje jeszcze zbyt mocno, ale zmienia nas, otwiera i rozprasza smutne, zimowe myśli.

Około czternastej deszcz przestaje padać, więc postanawiamy wyjść, oglądnąć Kazimierz, czy otrząsnął się już z tej zimy? Chcemy zrobić kilka zdjęć, ale widok topniejącego, szarego śniegu pozwala nam kierować obiektyw tylko metr – półtora nad chodnikiem. Nie chcemy tego brudu na zdjęciach.

Idziemy śladami naszych rozmów o Kazimierzu. Wchodzimy na podwórko kamienicy przy Brzozowej 8: malusieńkie, ciemne, klaustrofobiczne. Tu sterta śmieci, tam mur, za którym widać zwieńczenie budynku dawnej synagogi Deichesa – obecnie mieści się tam Lart Studio. Spodziewaliśmy się zobaczyć choćby ślad po piekarni, która istniała tam podobno jeszcze po wojnie. Nic podobnego.

SONY DSC

fot. Michał Prokopiuk

Idziemy dalej, kierując się przez ulicę Podbrzezie w stronę Placu Nowego, tam Alchemia, kazimierski klub nad klubami. Nie robimy zdjęć – wokół zbyt dużo ludzi, samochodów. Dziwne, że inni ludzie żyją tak bardzo inaczej, od nas:  w środku dnia, w sobotę, mają czas spacerować. Nie wszyscy sprawiają wrażenie turystów, a mają czas. Niepojęte!

SONY DSC

fot. Michał Prokopiuk

Józefa 11

Docieramy do ul. Józefa, Michał chce mi pokazać kamienicę nr 11. Rzeczywiście! Jest na co popatrzeć.  Piękna, maciupeńka kafejka „Kawa Pod Kogutkiem”. Idziemy na kawę? Z dziećmi? Zdziwiona patrzę na Michała – nasze dzieci rozniosą przecież tę kawiarenkę. Nie zatrzymujemy się jednak przy „Kogutku”, wchodzimy  do kamienicy.  Wejście do klatki schodowej niepozorne, zacienione, waskie. Kamienica ma dwa piętra, a klatka schodowa nie jest umiejscowiona centralnie, prowadzi do niej kręty korytarzyk.

Bum-Bum-Bum! Odsuwamy się z przejścia – robimy miejsce dziewczynce, która schodzi po schodach w rolkach. Architektura budynku nietypowa, długie, ciemne korytarze, kontrastujące z jasną i przestronną klatką schodową.

SONY DSC

fot. Michał Prokopiuk

SONY DSC

fot. Michał Prokopiuk

Staruszka na schodach i nieco historii

Kamienica jest zniszczona – schody są wytarte, na białych ścianach zacieki – szczególnie widoczne na suficie na drugim piętrze. Najwidoczniej dach przecieka. Nawet takie ciemne, z wystającymi rurami kanalizacyjnymi i gazowymi, korytarze,  przyciągają uwagę – mają w sobie jakąś tajemnicę. Wyglądają trochę jak korytarze w szpitalu, więzieniu, albo – klasztorze. Na drugim piętrze z drzwi wychyla się staruszka w niebieskim szlafroku i czapce. Uśmiechnięta. Podoba jej się moja córeczka:

– Ładnie ubrana – mówi. Nie wchodzi do mieszkania, patrzy na mnie z uśmiechem.

– Piękna kamienica – czuję, że powinnam coś powiedzieć. Za chwilę powtarzam, bo pani słabo słyszy.

– O, tak! Należy do kościoła Bożego Ciała, dawniej była tu szkoła klasztorna. Jeszcze król Kazimierz ją budował… – snuje swoją opowieść – dawniej były tu mokradła, jeszcze zanim zbudowali kościół. Była tutaj wieś. Nazywała się Bawół. Złodzieje wyrzucili tutaj monstrancję ukradzioną z kolegiaty Wszystkich Świętych, kiedy przekonali się, że nie jest złota. W nocy dostrzeżono wydobywające się stąd światło i znaleziono monstrancję. W tym miejscu król Kazimierz kazał wybudować kościół Bożego Ciała …

SONY DSC

fot. Michał Prokopiuk

Mój synek słucha z zapartym tchem i nie przestaje słuchać nawet gdy pani opowiada legendę po raz drugi. Potem słuchamy o jej ojcu, który, zdany przez konfidenta, znalazł się w Gross-Rosen a potem w Mauthausen. O niej samej – zabrana do Bawarii jako szesnastoletnia dziewczyna, cudem się stamtąd wyrwała. Trudno uwierzyć, że ma więcej niż 75 lat; jeżeli to, co mówi jest prawdą, powinna mieć około 85-ciu.

Michał robi zdjęcia. Wydaje nam się nieprawdopodobne, żeby kamienica mogła pamiętać czasy króla Kazimierza Wielkiego. A jednocześnie jest niepodobna do kazimierskich kamienic z przełomu XIX i XX wieku.  Rozmawiamy o tym po drodze do domu. Znajomy podpowiada nam, żeby poszukać w książce Bogusława Krasnowolskiego czegoś na ten temat („Ulice i place krakowskiego Kazimierza”, „Universitas” Kraków 1992, s. 76 – 77).

Rzeczywiście, jest! Kamienice nr 9 i 11 przy ul. Józefa, związane są z klasztorem Kanoników Regularnych Lateraneńskich. Stojąca obok kamienica nr 13 została wbudowana w wylot uliczki, istniejącej tu od czasów średniowiecznych, a będącej przedłużeniem ulicy Estery. Prowadziła ona w kierunku Rynku Bydlęcego i w roku 1725 została zaanektowana przez ogród przyklasztorny. Domy nr 9 i 11 powstały  dużo wcześniej – w drugiej połowie XV lub pierwszej – XVI-go wieku. Kamienica, która nas interesuje – nr 11, z poczatku była wolno stojącą budowlą, z jej jednej strony biegła wspomniana wcześniej uliczka do Rynku Bydlęcego, z drugiej – przedłużenie ulicy Nowej – tą ulicą chodziły dzieci do szkoły. Co ciekawe – była połączona drewnianym gankiem z najstarszą częścią klasztoru. Ganek został usunięty w roku 1597 na polecenie kardynała Jerzego Radziwiłła aby zapobiec przedostawaniu się osób świeckich na teren klasztoru. Przypuszcza sie, że mniej więcej w latach 1611 – 1644 – ganek został zastąpiony murowanym przejściem: „murowane, wsparte na potężnych arkadach przejście z bogatym detalem kamiennym” (Bogusław Krasnowolski „Ulice i place krakowskiego Kazimierza”, „Universitas” Kraków 1992, s.77). Kolejne przekształcenia budynku nastąpiły w XIX wieku, kiedy ze względów ekonomicznych kanonicy wydzierżawili część pomieszczeń lokatorom –  Żydom kazimierskim. Wtedy powstała klatka schodowa i budynek został oddzielony od reszty klasztoru wysokim murem, zachowanym do dzisiaj.

Staruszka w błękitnym szlafroku myliła się: kamienica jest młodsza, nie pamieta Kazimierza Wielkiego. A ja pamiętam niestety już tylko urywki tego, co mówiła ta pani. Dlaczego nie miałam przy sobie dyktafonu? Obiecuję sobie, że będę go już ze sobą zabierać. Ludzie lubią opowiadać.

Skomentuj