Kamienica jest zniszczona - schody są wytarte, na białych ścianach zacieki - szczególnie widoczne na suficie na drugim piętrze. Najwidoczniej dach przecieka. Nawet takie ciemne, z wystającymi rurami kanalizacyjnymi i gazowymi, korytarze, przyciągają uwagę - mają w sobie jakąś tajemnicę. Wyglądają trochę jak korytarze w szpitalu, więzieniu, albo - klasztorze. Na drugim piętrze z drzwi wychyla się staruszka w niebieskim szlafroku i czapce. Uśmiechnięta. Podoba jej się moja córeczka:
- Ładnie ubrana – mówi. Nie wchodzi do mieszkania, patrzy na mnie z uśmiechem.
- Piękna kamienica – czuję, że powinnam coś powiedzieć. Za chwilę powtarzam, bo pani słabo słyszy.
- O, tak! Należy do kościoła Bożego Ciała, dawniej była tu szkoła klasztorna. Jeszcze król Kazimierz ją budował... - snuje swoją opowieść - dawniej były tu mokradła, jeszcze zanim zbudowali kościół. Była tutaj wieś. Nazywała się Bawół. Złodzieje wyrzucili tutaj monstrancję ukradzioną z kolegiaty Wszystkich Świętych, kiedy przekonali się, że nie jest złota. W nocy dostrzeżono wydobywające się stąd światło i znaleziono monstrancję. W tym miejscu król Kazimierz kazał wybudować kościół Bożego Ciała ...

fot. Michał Prokopiuk
Mój synek słucha z zapartym tchem i nie przestaje słuchać nawet gdy pani opowiada legendę po raz drugi. Potem słuchamy o jej ojcu, który, zdany przez konfidenta, znalazł się w Gross-Rosen a potem w Mauthausen. O niej samej - zabrana do Bawarii jako szesnastoletnia dziewczyna, cudem się stamtąd wyrwała. Trudno uwierzyć, że ma więcej niż 75 lat; jeżeli to, co mówi jest prawdą, powinna mieć około 85-ciu.
Michał robi zdjęcia. Wydaje nam się nieprawdopodobne, żeby kamienica mogła pamiętać czasy króla Kazimierza Wielkiego. A jednocześnie jest niepodobna do kazimierskich kamienic z przełomu XIX i XX wieku. Rozmawiamy o tym po drodze do domu. Znajomy podpowiada nam, żeby poszukać w książce Bogusława Krasnowolskiego czegoś na ten temat ("Ulice i place krakowskiego Kazimierza", "Universitas" Kraków 1992, s. 76 - 77).
Rzeczywiście, jest! Kamienice nr 9 i 11 przy ul. Józefa, związane są z klasztorem Kanoników Regularnych Lateraneńskich. Stojąca obok kamienica nr 13 została wbudowana w wylot uliczki, istniejącej tu od czasów średniowiecznych, a będącej przedłużeniem ulicy Estery. Prowadziła ona w kierunku Rynku Bydlęcego i w roku 1725 została zaanektowana przez ogród przyklasztorny. Domy nr 9 i 11 powstały dużo wcześniej - w drugiej połowie XV lub pierwszej - XVI-go wieku. Kamienica, która nas interesuje - nr 11, z poczatku była wolno stojącą budowlą, z jej jednej strony biegła wspomniana wcześniej uliczka do Rynku Bydlęcego, z drugiej - przedłużenie ulicy Nowej - tą ulicą chodziły dzieci do szkoły. Co ciekawe - była połączona drewnianym gankiem z najstarszą częścią klasztoru. Ganek został usunięty w roku 1597 na polecenie kardynała Jerzego Radziwiłła aby zapobiec przedostawaniu się osób świeckich na teren klasztoru. Przypuszcza sie, że mniej więcej w latach 1611 - 1644 - ganek został zastąpiony murowanym przejściem: "murowane, wsparte na potężnych arkadach przejście z bogatym detalem kamiennym" (Bogusław Krasnowolski "Ulice i place krakowskiego Kazimierza", "Universitas" Kraków 1992, s.77). Kolejne przekształcenia budynku nastąpiły w XIX wieku, kiedy ze względów ekonomicznych kanonicy wydzierżawili część pomieszczeń lokatorom - Żydom kazimierskim. Wtedy powstała klatka schodowa i budynek został oddzielony od reszty klasztoru wysokim murem, zachowanym do dzisiaj.
Staruszka w błękitnym szlafroku myliła się: kamienica jest młodsza, nie pamieta Kazimierza Wielkiego. A ja pamiętam niestety już tylko urywki tego, co mówiła ta pani. Dlaczego nie miałam przy sobie dyktafonu? Obiecuję sobie, że będę go już ze sobą zabierać. Ludzie lubią opowiadać.