Dzisiaj sobota. Przedwiośnie na Kazimierzu wita nas deszczem i ciepłym wiatrem. Powietrze pachnie jakoś inaczej, słońce nie grzeje jeszcze zbyt mocno, ale zmienia nas, otwiera i rozprasza smutne, zimowe myśli.
Około czternastej deszcz przestaje padać, więc postanawiamy wyjść, oglądnąć Kazimierz, czy otrząsnął się już z tej zimy? Chcemy zrobić kilka zdjęć, ale widok topniejącego, szarego śniegu pozwala nam kierować obiektyw tylko metr – półtora nad chodnikiem. Nie chcemy tego brudu na zdjęciach.
Idziemy śladami naszych rozmów o Kazimierzu. Wchodzimy na podwórko kamienicy przy Brzozowej 8: malusieńkie, ciemne, klaustrofobiczne. Tu sterta śmieci, tam mur, za którym widać zwieńczenie budynku dawnej synagogi Deichesa – obecnie mieści się tam Lart Studio. Spodziewaliśmy się zobaczyć choćby ślad po piekarni, która istniała tam podobno jeszcze po wojnie. Nic podobnego.

fot. Michał Prokopiuk
Idziemy dalej, kierując się przez ulicę Podbrzezie w stronę Placu Nowego, tam Alchemia, kazimierski klub nad klubami. Nie robimy zdjęć - wokół zbyt dużo ludzi, samochodów. Dziwne, że inni ludzie żyją tak bardzo inaczej, od nas: w środku dnia, w sobotę, mają czas spacerować. Nie wszyscy sprawiają wrażenie turystów, a mają czas. Niepojęte!

fot. Michał Prokopiuk