BEGIN TYPING YOUR SEARCH ABOVE AND PRESS RETURN TO SEARCH. PRESS ESC TO CANCEL

Ciągną swoje wózki dwukółki…menele

hashphoto-zdj_glowne_mtxntocjzctfjyqlradth.jpg

A może oni na trzeźwo nie dają rady? Stan trzeźwości spędzają w domu a po alkoholu mogą spojrzeć sąsiadom – i ludziom w ogóle – w oczy? Może zostali obdarzeni takim właśnie rodzajem wrażliwości? Być może. Przeciętnego obserwatora to nie interesuje: ktoś, kto nie pracuje, za to pije i kumpluje się z bumelantami – staje się jednym z nich.

 

 

Nie sposób – mieszkając na Kazimierzu – uciec od kilku twarzy. Każda z nich jest jak zabytek epoki komunizmu: pustych sklepów i wielkiej szarości. Ich właściciele mieszkają na Kazimierzu, czym się zajmują  –  dokładnie nie wiem. Często widuję ich na Plantach albo przy sklepie „Avita” na Dietla. Zbierają puszki po piwie, butelki po wódce, złom. Wśród tych ludzi jest jeden brodaty pan, który zagrał jako statysta w filmie „Polak, który został papieżem”. Jeżeli ktoś zna tego człowieka i oglądał film, na pewno zwrócił na niego uwagę. Obecnie wygląda gorzej niż w filmie: skrócił brodę, schudł i poszarzał. Generalnie – starzeją się nasi kazimierscy menele. Szarzeją, purpurowieją albo sinieją, w zależności od tego, co wypiją, albo od tego, jak długo piją. U kobiet dodatkowo rzuca się w oczy opuchlizna twarzy. 

Kloszard? lump? łachmaniarz?

Łapserdak, szumowina, ulicznik? Stojak, bumelant, pasożyt?… Gubię się w synonimach, chcąc łagodniej określić meneli. W słowniku Kopalińskiego znajduję:  

lump – pijak, hulaka; lumpenproletariusz, człowiek należący do lumpenproletariatu, środowiska mętów, szumowin miejskich, ludzi zdeklasowanych, ludzi bez zawodu i stałej pracy

Czyli – nie da się? Nie można mówić o menelu, nie określając go pejoratywnie? Na pewno jest to krzywdzące, bo przecież różne są koleje losu. Poza tym, nie każdy pijący lub pijany na Kazimierzu – bądź co bądź rozrywkowej części miasta – jest lumpem czy hulaką. Mamy tu przecież pijanych turystów, ale nie o nich tu mowa – nawet jeżeli mają problem  z alkoholem, wyniosą się stąd wcześniej czy później. Mamy też takich mieszkańców, którzy  ewidentnie są alkoholikami, ale nie – menelami. Czym więc lump różni się od innych? Trudno powiedzieć; na ogół ubiorem i pewnym zespołem cech, wskazujących na ogólne zmęczenie organizmu. Charakterystyczne dla meneli jest też to, że ich po prostu widać; rzucają się w oczy. Widujemy ich pojedynczo i w grupach, możemy obserwować ich spotkania przy tanim winie. Wiemy, z kim się kumplują, dokąd chodzą. Są tacy, którzy mają rentę/emeryturę/doraźne prace. Inni piją tylko okazjonalnie, ale za to na umór i dopiero wtedy wychodzą na ulicę przez co sąsiadom wydaje się, że piją cały czas. A może oni  na trzeźwo nie dają rady? Stan trzeźwości spędzają w domu a po alkoholu mogą spojrzeć sąsiadom – i ludziom w ogóle – w oczy? Może zostali obdarzeni takim właśnie rodzajem  wrażliwości? Być może. Przeciętnego obserwatora to nie interesuje: ktoś, kto nie pracuje, za to pije i kumpluje się z bumelantami – staje się jednym z nich.

Uwodziciel  

Niedaleko „Avity”  – sklepu ogólnospożywczego przy ul. Dietla  jakieś pięć lat temu poznałam pana – uwodziciela. Człowiek w sile wieku, lekko łysiejący i siwiejący, wyprostowany jak struna, spożywał alkohol na Plantach na równi z innymi, lecz – z godnością. Nie z gwinta, tylko z kubeczka, który trzymał trzema palcami. No i – miał to coś w spojrzeniu. Panie kasjerki w „Avicie” go kochały. Chichotały z jego żartów, błyskotliwie odpowiadały na zaczepki. Miałam wrażenie, że dają sobie nawzajem to, czego potrzebują. Uwodziciel miał kilka wdzięcznych obiektów adoracji, kasjerkom nie było nudno, co bardzo istotne w tym sklepie, z którego na ogół zieje nudą i niechęcią do petentów.

Swoją drogą – nie wiem, kto rekrutuje ekspedientki do sklepu „Avita” na Dietla, ale zanim przestałam tam chodzić, nabrałam przekonania, że osoba właśnie w stylu Uwodziciela. To zresztą nie jest żadna krytyka z mojej strony tylko stwierdzenie faktu, nie muszę tam chodzić, podobnie jak nie słucham disco polo i nie wchodzę do okolicznych sex shopów. Ale wystawy oglądam… Istnieją takie przestrzenie, które fascynują i odpychają jednocześnie.

Wracając do Uwodziciela: wczoraj szłam za nim alejką Plant Dietlowskich. Schludnie ubrany, przechadzał się od ławki do ławki, nieznacznie sprawdzając zawartość koszy na śmieci. Smutne? Gdyby się nad tym zastanowić głębiej – tak. Ale z drugiej strony? Jeżeli wyciąganie puszek po piwie  i niedopałków z koszy na śmieci nie koliduje z systemem wartości Uwodziciela, to czemu ma mi być smutno?

hashphoto-po_rewitalizacji_fildtcgbfxaoyir.jpg

                  Fot. Marcin Kasprzak

Naprawianie Kazimierza 

W latach 1993 – 1994 powstał projekt „Kazimierz – Plan Działań” opracowany w ramach programu UE ECOS przy współpracy z Edynburgiem i Berlinem, który był pierwszą próbą podejścia do problematyki rewitalizacji tej części Krakowa. Dzięki temu projektowi tylko część założeń została doprowadzona do końca, dlatego dziesięć lat później Rada Miasta Krakowa uchwałą nr XII/87/03 z dnia 16 kwietnia 2003 r. ustaliła, że Kazimierz jako „projekt miejski” zostanie włączony do programu operacyjnego pod nazwą „Program rewitalizacji obszarów historycznych”.

Zgodnie z definicją Macieja Tertelisa: Pod hasłem rewitalizacja kryje się kompleksowy proces składający się z szeregu zintegrowanych działań, wśród których można wyróżnić obok inwestycji w infrastrukturę i obiekty budowlane, również – a może i przede wszystkim – działania podejmowane w obszarach gospodarczym i społecznym.

Jej głównym zadaniem jest odwrócenie negatywnych trendów istniejących na danym obszarze, takich jak degradacja przestrzeni, występowanie patologii społecznych, brak dostosowania do potrzeb mieszkających na tym obszarze ludzi lub znajdujących się tam jednostek gospodarczych. Rewitalizacja zatem ma być procesem naprawczym, który powinien doprowadzić do modernizacji istniejącego zagospodarowania, jak również do rozwoju handlu oraz usług i przywrócenia równowagi życia społecznego. 

Wojciech Orliński w artykule, który ukazał się w Gazecie  Wyborczej przedstawia mniej optymistyczne spojrzenie na  rewitalizację, często nazywaną też gentryfikacją mimo,  że zakresy znaczeń tych dwóch pojęć wcale się nie pokrywają:

Gentryfikacja oznacza rozwój zaniedbanego zakątka miasta, który dzięki modnym klubom i luksusowym apartamentowcom przestaje się już kojarzyć z ruderami i menelami. Polscy urbaniści używają wprawdzie od dłuższego czasu określenia rewitalizacja, ale po pierwsze, takie ono polskie jak gentryfikacja, a po drugie – słowo rewitalizacja, czyli ożywienie, budzi od razu pozytywne skojarzenia

W Stanach Zjednoczonych w konsekwencji takiego procesu powstają dzielnice o „odnowionych” obliczach. Miejsce ubogich mieszkańców zajmują nowobogaccy, artyści, biznesmeni. Dla poprzednich lokatorów  tworzy się osiedla w innej części miasta, co ostatecznie oznacza zepchnięcie ich do getta.

Jak na tym tle wygląda Kazimierz? Póki co, wydaje się, że amerykańskie konsekwencje gentryfikacji mu nie grożą; Polsce, na szczęście, daleko do tworzenia gett. Przez wiele lat – jako dzielnica –  Kazimierz rzeczywiście miał złą sławę: nie było tutaj ani bezpiecznie, ani ładnie. Zły stan kamienic współistniał ze złym stanem rodzin. Po wojnie dzielnicę tę zamieszkiwały osoby o niskim statusie społecznym i ekonomicznym; alkoholizm, kradzieże i szarość kamienic były wpisane w krajobraz kazimierski. Dopiero rok 1989 przyniósł zmiany – podobnie jak w całej Polsce. Od tego momentu rozpoczęła się ewolucja dzielnicy. Przede wszystkim poprawił się stan kamienic,  to jest element najbardziej widoczny. Z pewnością też rozkwitła turystyka, handel, gastronomia, rozwija się życie kulturalne. Co do mieszkańców – struktura społeczna zmienia się również, mamy obecnie na Kazimierzu wielu artystów, obcokrajowców i ludzi, którzy sprowadzili się tutaj, ponieważ odzyskali kamienice swoich przodków, albo ulegli urokowi tego miejsca.  Aczkolwiek, ciągle mieszka tu wielu lokatorów „z dawnego przydziału”. Większość z nich to przyzwoici mieszkańcy, liczba rodzin patologicznych, z problemami alkoholowymi wydaje się zmniejszać – szczególnie w prywatnych kamienicach. Nasi menele należą właśnie do tej malejącej grupy.

Symbioza 

Co ciekawe, kazimierscy pijaczkowie żyją w dość dobrych relacjach  z innymi mieszkańcami. Na przykład Boguś. Gość trzydziestoparoletni, któremu lekarze dawno temu przepowiedzieli rychłą śmierć. Boguś bowiem nie ma śledziony; podczas pracy na budowie spadł z rusztowania i podobno pękła, trzeba ją było usunąć.

  • Alkohol to dla niego śmierć – twierdzi pani Barbara, jego matka. Ale jeszcze nie teraz.

Boguś żyje, pije i ogólnie dobrze się miewa, poza momentami kiedy zachlany zupełnie leży w klatce schodowej zastawiając własnym ciałem bramę. Nie można jej otworzyć.  Może nam przeszkadzać Boguś, kiedy leży w bramie i nie można go ruszyć, ale na ogół sąsiedzkie poczucie więzi nie pozwala nam wezwać w tym momencie straży miejskiej. Dzwonimy zatem do pani Basi, która z przyjacielem wypoczywa na działce pod Krakowem:

  • Mój syn leży pijany? Nie da się wejść do kamienicy? A, to niech leży, my za dwie godziny będziemy z powrotem.

Miejsca pomocy

Kazimierz kocha wszystkich swoich mieszkańców i zawsze tak było. Ze względu na dużą ilość ubogich Żydów przed wojną, powstało tutaj wiele ośrodków pomocy. W okresie powojennym – mimo, że dawnych mieszkańców wysiedlono i sprowadzili się nowi – ubóstwo pozostało dotkliwym problemem na Kazimierzu. Podczas ostatniej zimy na Plantach Dietlowskich  niedaleko skrzyżowania  ze Stradomską pojawił się koksownik, co jest szczególnie charakterystyczne, ponieważ postawiono ich w całym  Krakowie  zaledwie kilka sztuk. To nie przypadek –  pięćdziesiąt metrów dalej ubodzy i bezdomni codziennie w południe dostają zupę. Nadal istnieją na Kazimierzu następujące ośrodki pomocy, które jednocześnie są punktami spotkań towarzyskich okolicznych kloszardów:

Kuchnia dla ubogich i bezdomnych
ul. Dietla 48
Formy pomocy: gorący posilek
Czas wydawania posiłków: od poniedziałku do soboty, od godziny 12

Kuchnia dla ubogich
ul. Skawińska 6
Formy pomocy: gorący posilek
Czas wydawania posiłków: poniedziałek – niedziela (oprócz sobót) od godziny 15
Dla kogo: osoby ubogie i bezdomne

Wspólnota św. Brata Alberta „Chleb i Światło” dla mężczyzn
ul. Estery 12
Formy pomocy: nocleg, posiłek, pomoc medyczna, pomoc psychologiczna, odzież

Towarzystwo Pomocy im. Brata Alberta
Kraków, ul. Józefa 5,
Formy pomocy: odzież
Czas: poniedziałki 10-12, wtorki i czwartki 16-18
Dla kogo: bezdomni, ubodzy

Dom Pomocy Społecznej
ul. Krakowska 55, Kraków

Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej Filia nr 6
ul. Dietla 64, Kraków

 

Kto kradnie?


Włamania do samochodów i mieszkań na Kazimierzu to codzienność.  Właściciele kawiarni na przykład skarżą się na grupy młodych ludzi, które ich terroryzują. Radzą sobie jak mogą – sami lub przy pomocy  agencji ochrony czy też pracowników sąsiednich pubów, klubów, knajp.

Trzeba podkreślić, że menele – na ogół  – nie kradną, ani nie zastraszają;  oni tylko piją i zbierają złom, mogą ewentualnie prosić przechodniów o drobne lub – mieszkańców kamienic – o wpuszczenie „na śmietnik” po butelki, metalowe części, puszki. Ale z pewnością rzucają się w oczy dużo bardziej niż młodzi chłopcy. Pijanego menela zapamięta każdy – tym bardziej, jeżeli mieszka niedaleko. Chłopak, dziewczyna  – nawet w grupie – prześlizgną się pod spojrzeniami przechodniów niezauważeni.

Kolekcjonerzy złomu i dinozaur

Ósmego marca przechodziłam obok kościoła Świętej Agnieszki, wioząc w spacerowym wózku moją coreczkę. Minęło nas dwóch bardzo nietrzeźwych panów, wiozących zardzewiałe, metalowe sprzęty na wózku. Bumelanci, menele i ulicznicy – bez dwóch zdań!  Nasze spojrzenia spotkały się, szłam przez chwilę za nimi obserwując ich chwiejny krok, zamoczone nogawki spodni. Pomyślałam, jak fatalnie muszą czuć się obydwaj, zataczając się, nie trzymając pionu. Jak bardzo są dzielni, wioząc ten „mleczarski” wózek. Ja na ich miejscu położyłabym się chyba. Wyobrażałam sobie to uczucie gigant kaca, wirowanie obrazu przed oczami, ból głowy. I pomyśleć, że ktoś funduje sobie coś takiego codziennie.

A zaraz potem przyszła mi taka jadowita myśl do głowy: Ciekawe, czy ci panowie mieli coś wspólnego z pozbawieniem kazimierskiej szkoły podstawowej nr 16, świeżo odnowionej, połowy rur miedzianych, odprowadzających wodę z rynien? O ile miedź jest droższa od – powiedzmy – stali? Bo musiał to być chyba niezły interes, skoro zdecydowali się w biały dzień ciąć te rury – tak wysoko, jak udało im się sięgnąć. Dzięki temu woda deszczowa nie spływa do poziomu chodnika, tylko pryska na wszystkie strony z wysokości około 180 cm od ziemi.  Kiedy – myśląc intensywnie o dewastacji zabytkowego budynku szkoły –  już prawie uwierzyłam, że to właśnie ci a nie inni ludzie byli sprawcami tej kradzieży, nagle młodszy z nich odwrócił się w naszą stronę.  Uśmiechnął się i wręczył mojej Mai małego plastikowego dinozaura.

  • To na dzień kobiet!

No i co? Nie taki menel straszny, jak go malują.

hashphoto-maly_genaeyyxkjmrjzxetqhsramvpft.jpg

____________________________________________________________________________________________________

Zdjęcia: Marcin Kasprzak

 

Literatura: 

T. Markowski, D. Stawasz, D. A. Sikora, Polityka mieszkaniowa obszaru – cele i instrumenty,  Zintegrowany Program Rewitalizacji Obszaru Centralnego Łodzi, 2005

UCHWAŁA NR XII/87/03 Rady Miasta Krakowa z dnia 16 kwietnia 2003 r. w sprawie Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego Miasta Krakowa: http://www.bip.krakow.pl/?dok_id=167&sub_dok_id=167&sub=uchwala&query=id%3D15491%26typ%3Du

M. Tertelis Rewitalizacja obszarów miejskich  http://www.nieruchomosci.beck.pl/index.php?mod=m_artykuly&cid=16&id=796

W.Orliński, Szanuj menela swego, http://www.wyborcza.pl/1,76842,5411425,Szanuj_menela_swego__Gentryfikacja_czy_rewitalizacja_.html

W. Kopaliński, Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych http://www.slownik-online.pl/index.php

Skomentuj